dimanche 24 février 2013

Rozgoryczona. Bardzo.
23.02.2013 - dziesiate urodziny Rekina.
PM nie moze zjawic sie w domu przed wieczorem, zeby spedzic troche czasu z synem w Takim Dniu. Zbyt zajety jest swoim Wielkim Projektem.
BabaG i R zjawiaja sie po dwudziestej, bo wazniejszy byl mecz w telewizji.
P wyjechal na narty, nawet nie zadzwonil.

Dobrze, ze radosc Rekina zdaje sie granic nie miec, bo mojej zaczyna brakowac.


Lwa zawiozlam dzis na tydzien do T i S. Przeszczesliwego Lwa! Bo dobrze sie tam czuje, w centrum uwagi, doceniany, jedyny. Odganiam na razie mysli, ze moze za bardzo brak mu tego w domu. Bo wymowek tysiace: ze praca, ze obowiazki, ze czas, ze zmeczenie, ze...

Mala zamiec sniezna nas w drodze zlapala. Olbrzymie platki sniegu, na ktore napatrzec sie nie moglam, rozplywajace sie w powietrzu kilka centymetrow nad ziemia. Szkoda jednak, ze zima tylko wietrzny i deszczowy wymiar u nas miewa.


W nocy z piatku na sobote wyjazd z O i malym  B na pogotowie. Ostatecznie w raczej wesola wyprawe zamieniony, bo na widok lekarskich fartuchow cudowne ozdrowienie nastapilo.
I tylko mysl jedna przemknela mi, ze roznice w tym, jak dzieci swoje wychowujemy, moglaby punktem zapalnym byc. Na szczescie na innej bazie ta znajomosc budowana jest, a roznica wieku miedzy dziecmi naszymi tez spora, wiec nie grozi nam konflikt interesow.


A! Sklep "z przysmakami z Europy wschodniej" odkrylam po telefonie K. Oczywiscie pobieglam natychmiast. I znajoma sprzed lat okazala sie wlascicielka! Ogorki kiszone, twarog, ser wedzony, makrela wedzona, chrzan (tak ostry, ze plakalismy dzis przy obiedzie!) - tak niewiele, a tak nas uszczesliwilo!



Aucun commentaire:

Enregistrer un commentaire