Postanowilam sie nie dac strachom i lachom i dalam sie namowic Arturowej na piknik na Wyspie. Obiekcje z rowerem oczywiscie zwiazane bo i kilometrow troche do przejechania, i przede wszystkim MOST! Tymczasem z palcem w nosie rade dalam. A potem obzarstwo, paplanie o pierdolach wiekszych i mniejszych, BADMINTON! Chlopcy o czesciej zgodnym chorem zawolali.
Lew niestety z bablami na ramionach i uszach, bo krem przeciwsloneczny nadal wrog nr 1. I to pomimo bardzo podraznionej skory po turnieju w srode. Jak grochem o sciane. Coraz czesciej i coraz mocniej.
Tylko PM ciagle na budowie.
dimanche 16 juin 2013
mercredi 12 juin 2013
Lew wrocil z miedzyszkolnego turnieju rugby plazowego:
- spalony sloncem, bo po co chocby na glowe cos zalozyc,
- ze zwichnietym (?) nadgarstkiem.
Ale zadowolony i to najwazniejsze.
Fakt, ze pojechal bez plecaka, bo... glowa ciagle w chmurach, bo czas na wszystko, bo ktos (no kto?) i tak za niego zrobi.
Nieciekawa wymiana zdan z PM na ten temat. Zla jestem bardzo na niego. I niestety jak zwykle w takich sytuacjach rozmowa kompletnie nam nie wychodzi.
Wczoraj wieczorem teatr z Valy. Jak zwykle Comédie." La femme est le meilleur ami de l'homme." Usmialysmy sie bardzo. I, juz tradycyjnie, zarazilam smiechem aktorow. Dziewczyna, musze poszukac jej nazwiska, swietna! Kazda mina, gest, spojrzenie, imitacja akcentow. Niby kliszowe bardzo sytuacje, skojarzenia, pare fajnych gier slow, a zabawa przednia. Bo najwazniejsza jest atmosfera tam panujaca. Wszyscy, absolutnie wszyscy, przychodza tam po prostu sie posmiac, chocby z byle powodu. Terapia smiechem z niezlymi brzuszkami polaczona, bo przepona nie ma szans tam na odpoczynek. Lubie, lubie bardzo!
- spalony sloncem, bo po co chocby na glowe cos zalozyc,
- ze zwichnietym (?) nadgarstkiem.
Ale zadowolony i to najwazniejsze.
Fakt, ze pojechal bez plecaka, bo... glowa ciagle w chmurach, bo czas na wszystko, bo ktos (no kto?) i tak za niego zrobi.
Nieciekawa wymiana zdan z PM na ten temat. Zla jestem bardzo na niego. I niestety jak zwykle w takich sytuacjach rozmowa kompletnie nam nie wychodzi.
Wczoraj wieczorem teatr z Valy. Jak zwykle Comédie." La femme est le meilleur ami de l'homme." Usmialysmy sie bardzo. I, juz tradycyjnie, zarazilam smiechem aktorow. Dziewczyna, musze poszukac jej nazwiska, swietna! Kazda mina, gest, spojrzenie, imitacja akcentow. Niby kliszowe bardzo sytuacje, skojarzenia, pare fajnych gier slow, a zabawa przednia. Bo najwazniejsza jest atmosfera tam panujaca. Wszyscy, absolutnie wszyscy, przychodza tam po prostu sie posmiac, chocby z byle powodu. Terapia smiechem z niezlymi brzuszkami polaczona, bo przepona nie ma szans tam na odpoczynek. Lubie, lubie bardzo!
Pozny czwartkowy podwieczorek. Zaserwowalam jakies cookies swiezo upieczone i oczywiscie truskawki.
- Wiesz, jest taka linia ciuchow ciazowych "Envie de fraises". Mmmmmmmm.... ostatnio mam olbrzymia ochote na truskawki! - miedzy jednym kesem a drugim wyrzucila z siebie Arturowa.
Trzecia zaciazona!!!!! Po Frankowej i Bartowej. No i zalalam sie lzami oczywiscie. Tak sie ciesze ich szczesciem!
Z drugiej strony... wracam do mysli o trzecim dziecku. A raczej o zegnaniu sie z ta mysla. Bo nie zdecydujemy sie juz. I zal mi, ze przegapilam odpowiedni moment. Tylko czy w ogole taki byl? Po prostu zal mi.
lundi 10 juin 2013
Niedzielne popoludnie, chlopcy u babci, PM na budowie, a ja przed ekranem znowu.
"Jestes Bogiem". Zbyt powierzchownie historia pokazana. Duzy niedosyt poczulam. Muzyka sie oczywiscie obronila sama. I glowna mysl, zeby Rekinowi, fanowi rapu, kupic plyte Paktafoniki nastepnym razem. Moze polubi? Moze kolejna zacheta do szlifowania jezyka polskiego bedzie?
"Stoker" ze wzgledu na Nicole Kidman. No i tez rozczarowanie. Pare ladnych ujec, Kidman piekna jak zwykle i to tyle. Z trudem do konca wytrwalam.
Za to niespodziewanie "The Impossible" chwycil mnie za gardlo. Przeplakalam pol filmu. Typowego katastroficznego filmu sie spodziewalam, heroizmu. A tu jednak glownie bol i czepianie sie zycia. Dla kogos. Dla rodziny.
Dwie sroki skakaly jak oszalale po galeziach drac sie wnieboglosy. Podeszlam blizej i tak, kocisko do gniazda sie zblizalo. Machanie piorami, krzyki (jak sie nazywa odglosy przez sroki wydawane?) coraz wieksze i w koncu udalo sie, kot zrezygnowal, zszedl, choc bardzo niechetnie.
Wysylam Alex texto, ze film przyrodniczy na zywo ogladam. Odpisuje, ze ona horror akurat - tata probuje syna ubrac.
Wyjelam rogaliki z pieca. Czesc z konfitura truskawkowa, czesc z masa makowa. Jak pachnie! A w glowie stara spiewka "tylko nie zjedz za duzo, tylko nie zjedz za duzo, tylko nie zjedz za duzo...".
Wczoraj dwugodzinna Zumba Party. Spalilam mnostwo kalorii, nie zeszlam z parkietu nawet na chwile. Jakas slodka nagroda wiec dzis moze byc.
Wyciagnelam chlopakow do kina na "Wadjda". Oprocz nas na sali tylko dwie osoby jeszcze byly (film juz dlugo strasznie na afiszu). I dobrze, bo Lew sporo pytan zadawal. Mimo, ze na codzien namiastke magrebskiej kultury maja, nie spodziewali sie az takich roznic zobaczyc. Nie jestem tez pewna, czy do konca zrozumieli, ze to nie fikcja. Wzruszajaca historia. Dla mnie przede wszystkim chyba pochwala sily charakteru. I niezaleznosci. I marzen.
Czytam "Dobre dziecko" Romy Ligockiej i jak Anna Abrahamerowa sie czuje - tyle napisac bym chciala, a i czasu brak, i przede wszystkim jednak umiejetnosci ujecia w kilku slowach tego co przezywam, co we mnie i co wokol.
Dobrze mi sie czyta te "Intymne wyznania dziewczynki w czerwonym plaszczyku". Tak smutne, a jednak nadzieja przepelnione. Ze nie mozna zamknac drzwi, zapomniec. Ze nasze marzenia i checi tak niewiele nieraz znacza, a mimo to mozna probowac pieknie zyc. Ze trzeba walczyc o siebie zawsze.
Coraz bardziej sie pograzam w tamtych czasach. Dwudziestolecie miedzywojenne, wojna, lata piecdziesiate. Nie wiem, moze komfort swojego zycia chce przez to jeszcze bardziej poczuc. A moze wiem, ze nie mozna zapomniec.
W tym nurcie "Co dalej, szary czlowieku?" Hansa Fallady. Poczatkowo bez przekonania w ogole. Ale ze od Marii pozyczona, postanowilam dotrwac do konca. I nie wiedziec kiedy wsiaknelam w historie.
"Tak, kiedy Pinneberg siedzi całą godzinę w pociągu, czuje, jak gromadzą się w nim drzazgi, jedna za drugą, i powstaje z nich cały stos, i ten stos zajmuje się niezgorszym płomykiem wściekłości, nienawiści, rozgoryczenia. Ale to jeszcze nie ogień, to dopiero płomyk. I gdy tak stoi w kolejce do Urzędu Pracy, jeden z wielu w szarym jednostajnym tłumie, w którym tak wiele różnych twarzy, tak wiele różnych ubrań - a wszędzie ta sama troska, ten sam skurcz serca, to samo rozgoryczenie...
Ach, co za sens ma to wszystko?
I on jest wciągnięty w tryby tej machiny, jest jednym spośród sześciu milionów, razem z innymi tłoczy się do okienka. Czym się tu przejmować? Dziesiątkom tysięcy jest jeszcze gorzej, dziesiątki tysięcy nie mają takiej dzielnej żony, dziesiątki tysięcy mają nie jedno dziecko, ale pół tuzina - dalej człowieku nazwiskiem Pinneberg, bierz swoje pieniądze i zmykaj, naprawdę nie mamy czasu dla ciebie, nie jesteś kimś wyjątkowym, żebyśmy mieli zajmować się tobą."
Banalna historia o biedzie, o kazdym z nas. Na szczescie, po raz kolejny, z pieknem w tle.
Wczesniej "Effroyables jardins" Michela Quint. Pozyczona od Arturow i zachwalana przez nich bardzo. Nie zrobila na mnie jednak wiekszego wrazenia. Moze jeszcze kiedys film na jej podstawie zobacze. Klaun w niemieckim mundurze, probujacy rozweselic pilnowanych przez siebie zakladnikow - mimo wszystko, dla mnie to bardziej lekcewazenie ogromu wojny, niz pokazanie, ze i pod takimi mundurami ludzie byli... Byc moze zbyt przesiaknieta jestem "Kamieniami na szaniec", "Granica" i cala reszta...
Druga nowela w tej ksiazce bardziej mnie poruszyla. Jak bardzo zagmatwane ludzkie losy moga byc i jak, znowu!, historia kolo zatacza i nie daje nam uciec od siebie.
Troche w tym stylu "The Place Beyond the Pines". Zdecydowanie pierwsza czesc wole, choc Gosling jak z "Drive" zywcem wyciagniety (ok, tatuaze dorzucone i wlosy rozjasnione). Ale gdy sie usmiecha w koncu - jest na co popatrzec. Ray Liotta druga czesc uatrakcyjnia, choc tez kliszowo bardzo, bo policja, bo mafia... sprawdzony repertuar. Czesc trzecia - czym ma byc zemsta? I czy w ogole musi byc? Jak pogodzic sie z przeszloscia i oswoic ja na tyle, by moc dalej swobodnie zyc? Zabraklo mi czegos w tych dwoch ostatnich czesciach. Choc za opcja zaproponowana sie opowiadam jak najbardziej.
Inscription à :
Articles (Atom)