mardi 9 avril 2013

Za cztery dni jedziemy. Przystanek kilkudniowy w Alzacji, u K i W, by wycieczki do Niemiec urzadzac (by Lew z jezykiem sie osluchal). Dwa spotkania z fajnymi dziewczynami w grafik wcisnelam, z nadzieja, ze PM sie nie zbuntuje na miejscu (poki co pojecia zielonego o nich nie ma, jak i o reszcie planu, bo budowa i swoimi projektami zbyt zajety). W sobote troche energii sie we mnie rozbudzilo i nakupilam prezentow, czekoladowych glownie zreszta. Sukienka ksiezniczki dla P2, przez A uszyta, dotarla poczta. Wave dla P1 tez juz czeka - oby tylko sniegi stopnialy, by mialy chlopaki gdzie poszalec!
Gdyby tylko nie to zmeczenie...
Gdyby tylko nie to napiecie przez budowe wywolane... Dwoch zdan spokojnie ze soba wymienic juz nie potrafimy. A za cztery dni jedziemy.
Chlopcy zamowienia juz u babci na obiady skladaja: rosolek, rolady, kluski slaskie, kluski na parze, zupa grzybowa... A w miedzyczasie cola i chipsy za plecami naszymi im podawane. Niech im bedzie. Jedyny taki tydzien w roku w koncu maja.
Gdyby tylko nie to zmeczenie... Nawet myslec mi sie nie chce o tych godzinach w samochodzie przesiedzianych...
Slonca i ciszy najbardziej mi sie teraz chce. Slonca i ciszy.



mardi 2 avril 2013

Mazurek kajmakowo-orzechowy, sernik, sos tatarski, jajka na zapas ugotowane - sama dla siebie tradycji pilnuje. Reszta rodziny zupelnie zainteresowana tym menu nie byla. Mimo, ze minimalistyczne przeciez. Dla chlopakow czekolada, czekolada, czekolada i poza nia nic innego w Wielkanoc mogloby nie istniec. R nie bylo, ale gdyby byl, pewno niewiele by to zmienilo (jajka tylko swiezo ugotowane! po godzinie do konsumpcji juz sie nie nadaja!).
O dyngusie sama zapomnialam. Czy raczej ochoty po prostu nie mialam.
Wydmuszki Lew zrobil na niemieckim w szkole, w domu juz mu sie nie chcialo.
Starac sie bardziej, czy odpuscic, w mysl zasady, ze nic na sile...



- Wiesz Nounou, gdy bede duzy, zabiore Cie w gory.

Obietnica Antka, lat trzy (bez pieciu dni). Po godzinie postekiwan, poplakiwan, placzow, krzykow, itp. okolosjestowych. Bo w domu "w zasadzie juz nie spi w ciagu dnia, ale tutaj moglby, bo przedszkole niebawem...".


Mala Luska z goraczka do 40° dobijajaca.

- Ale czy to normalne Nounou, ze tylko doliprane lekarz przepisal???


Bo w moim magicznym domku, wszystko sie zdarzyc moze... nieprawdaz, zadzialam na wszystkie bolaczki rodzicow, zaczaruje kazde dziecko...



Wielkanoc leniwa bardzo, przespana glownie. PM oczywiscie na budowie. Chlopcy miedzy kopaniem pilki a komputerem. A ja rozlozona wlasciwie nie wiem czym... Kosci bola.
Obiad w niedziele rodzinny u G i R. Pyszna jagniecina i tarta cytrynowa, pasztet z wkladka z fois gras. Chlopcy zadowoleni, bo z przyszywanymi kuzynami nakopac pilki sie nie mogli.
Tymczasem na Slasku snieg, snieg, snieg. Brrrrrrr.... odwyklam! Wyjazd na wakacje pod znakiem zapytania stoi, w tym tygodniu decyzja zapadnie, ale ze wzgledu na pogode jakos nie mam ochoty naciskac, by pozytywna byla...


"Oblawe" za to zobaczylam. Zaluje, ze nie w kinie. W pieleszach domowych, w poludnie niemal - to nie sa warunki na taki film. Dorocinski, jak zwykle dla mnie, doskonaly. Rosati wyciszona, stonowana. Film ciezki. (Choc "Roze" zdecydowanie bardziej przezylam.) Zdrada, wiara, sposoby na osiagniecie celu... nic nie jest jednoznaczne, a rownoczesnie tak oczywiste sie zdaje, po ktorej stronie stanac.


"Nos garçons. Mieux les comprendre pour mieux les élever" Guriana skonczylam, wreszcie!, czytac. Ogarnelam dzieki niej troche chaos w mojej glowie. Lew tak szybko sie zmienia. I najbardziej to, w jaki sposob z nim rozmawiac mnie nurtuje. Zeby nie slyszec w odpowiedzi jedynie "mhmmmm". Znalazlam pare podpowiedzi. Tylko, czy mi samej cierpliwosci starczy...