jeudi 21 mars 2013

Wiosne zaczynam szumnie katarem wielkim i ogolnym rozbiciem. Deszcze, ktore pare razy w tym tygodniu zmoczyly mi glowe niespodziewanie, zrobily swoje niestety.

Do tego spotkanie z rodzicami-kandydatami wczoraj wieczorem, niezbyt sympatyczne. Bo za drogo, bo wakacje nie w tym samym czasie. Najlepiej, zebym dyspozycyjna byla 12 godzin na dobe, za symboliczne wynagrodzenie. Bobas trzy miesiace zaledwie miec bedzie, piecdziesiat godzin w tygodniu. Ok, nie musza sie ich popyt z moja podaza zgadzac, ale ich nastawienie, sposob prowadzenia rozmowy, zniesmaczyly mnie bardzo.

Do tego Antek, lat prawie trzy, skupil sie dzis na wyrazaniu swoich emocji zaplatanych placzem i krzykami, ot, takie niespodziewane wybuchy w srodku zabawy czy posilku, ciagnace sie przez kwadrans lub dluzej. A Antek do cichych dzieci nie nalezy niestety. No i nie wytrzymalam niestety, ryknelam. Rekin, przejety bardzo, sie poplakal. Ja mam kaca moralnego. A Antek zakonczyl sjeste duzo wczesniej niz zazwyczaj, kolejnymi krzykami oczywiscie. Dodatek za prace w szkodliwych warunkach poprosze! Albo godzine na silowni, zeby worek poboksowac.



mardi 19 mars 2013

Filmowa niedziela. Rano "Le Monde fantastique d'Oz" z chlopakami. Po seansie dyskusja o tym, czy wszystko jest mozliwe, jesli bardzo tego chcemy. "Nie! Podroz w czasie nie jest mozliwa. Na razie!" - zdanie Lwa. Temat sie rozwinal i ostatecznie nie zapytalam go, czy w jakims konkretnym celu w czasie chcialby sie przemieszczac... A film nie az tak magiczny, jak moznaby oczekiwac, ale i tak dobrze sie na nim bawilismy.
Potem "Jappeloup" z Ola. Canet naburmuszony niemal bez przerwy, ale do twarzy mu z ta mina. Konie piekne! Historia w bardzo grzeczny sposob ukazana. Hold nie tylko koniowi oddany, ale i tacie, swietnie zagranemu przez Daniela Auteuil. Plakalam oczywiscie jak bobr, nie jedyna na sali zreszta.
Wieczorem "Flight" z PM. Katastrofa swietnie pokazana. Denzel Washington niezly, choc za bardzo jezykiem policzki wypychal w ramach wyrazania emocji. Ostatecznie tez jezor pokazany systemowi wspierajacemu nas w klamstwie i udawaniu, czyli happy end. Filmem nr 1o alkoholizmie "Zostawic Las Vegas" pozostaje dla mnie niezmiennie.


W piatek wieczorem "Les Enfoirés". W sobote plyte kupilam, na drugi dzien Rekin znal juz na pamiec - zasypia nucac ja, budzi sie tez ze spiewem na ustach. Hollywood umacnia swoja pozycje w jego marzeniach. 



Na zebraniu w szkole tlumaczyli nam, rodzicom, zasady i powody reformy szkolnictwa. Ta sama liczba godzin lekcyjnych zostanie podzielona na piec dni szkolnych, a nie cztery jak do tej pory (czyli w naszym przypadku dojdzie sroda rano), przy zachowaniu mniej wiecej tych samych godzin pobytu dzieci w szkole. Albo merostwo przejmie wiec opieke nad dziecmi przez ostatnia godzine po szkole, albo wydluzy sie do trzech godzin przerwa obiadowa.
Nie spedza mi to snu z powiek - pracuje w domu. Lew moze pozniej pojsc do szkoly, wrocic wczesniej, przyjsc na obiad. Jednak po "przygodach" z opieka zapewniana przez merostwo do tej pory, zupelnie nie rozumiem sensu takich zmian. Choc jednoczesnie zbaranialam na zale rodzicow, ze ich dzieci beda zbyt zmeczone, jesli dwa razy w tygodniu, w ramach tych dodatkowych zajec po lekcjach, bedzie im proponowany sport. Taaaaa...
Przypomniala mi sie dwuletnia Sara zszokowana propozycja pojscia na spacer NA NOGACH. I nie o wozek jej chodzilo, ale o samochod.
Olbrzymie oczy ma "zmeczenie" tutaj.



vendredi 15 mars 2013

Rekin postanowil... nie! poinformowal nas raczej, ze wyjezdza niebawem do Hollywood. I ze La Star tam bedzie.
I po co my sie z tymi wszystkimi projektami - remontami szarpiemy? Wystarczy pod dziecko sie podessac i juz wczesniejsza emerytura spokojna gotowa!



jeudi 14 mars 2013

W szkole Rekina trwaja zapisy na kurs jezyka arabskiego rozpoczynajacy sie w przyszlym roku szkolnym. Forma kursu niesprecyzowana jeszcze. Od poltorej godziny do trzech na tydzien, w czasie lekcji lub po zajeciach. Troche to utrudnia podjecie decyzji. Ale Rekin rozentuzjazmowany, ze tak, zebysmy wypelnili szybko potrzebny papier, ze on bardzo chce, ze TAK! A dzis po powrocie ze szkoly oznajmil, ze poprosil nauczycielke o skreslenie go z listy chetnych. Bo zaden z jego dobrych kolegow sie nie zapisal.


Urbi et orbi nowego papieza zaskakujaco proste. Przypomnialo mi sie, ze gdy z S. ostatnio o filmie "Habemus Papam" rozmawialam, wspomniala o jego nierealnosci, miedzy innymi z powodu sposobu wypowiadania sie w nim papieza. Tymczasem fru! konwenanse, nie zatracajmy w nich siebie i tego, co najwazniejsze.



mardi 12 mars 2013

Odwiedziny A. Przegadane pol nocy. No lubie ja, bardzo lubie. Szkoda, ze daleko tak mieszka... W dodatku sobota tak piekna byla, sloneczna. Siedzialysmy w knajpce w porcie na piwie, po upolowaniu z trudem miejsca!, i chlonelysmy slonce, siebie, radosc ze spotkania. Port wypelniony ludzmi, zgielk malomiasteczkowy, smiechy, wieze w porcie takie jasne dzieki prazacemu sloncu. Drzewa owocowe cale w kwiatach, wszedzie zonkile, hiacynty, tulipany. I moj wozek zakupowy wypelniony serem bialym i ogorkami z "ruskiego" sklepu, pachnacy acras (przepysznymi!) kupionymi targu.

Czasem zastanawiam sie jak to mozliwe, ze przez cale dziecinstwo, dorastanie, bez przyjaciolki przeszlam. I dlaczego. Nie znajduje poki co odpowiedzi. Ale fakt, ze coraz bardziej doceniam kontakty z dziewczynami, dbam o nie, ba! szukam.

W niedziele kino z chlopakami, "Boule et Bill". Mniej smieszny, niz myslalam. Marina Foïs, ktora tak bardzo mi sie spodobala w "Polisse", zupelnie do komedii mi nie pasuje.

W zlobku historia o milosci maluchow do moich nalesnikow zyje juz swoim wlasnym zyciem. Smaze wiec je znowu, choc zaczynam miec dosyc. Nastepnej ekipy chyba juz nie bede tak rozpieszczac. Taaaaaaak...


A! Najwazniejsza wiadomosc: K i F sa w ciazy! Nareszcie! Sie bedzie dzialo...



vendredi 8 mars 2013

Pani A poznala Pania B. Ich losy splotly sie ze soba dosc intensywnie, choc znajomosc ta opierala sie glownie na pomocy w ogarnieciu codziennosci w nowym miejscu. Samoistnie wiec po jakims czasie zaczely sie rozplatac. Tym bardziej, ze innego punktu zaczepienia, niz owo ogarnianie, nie znalazly. Pani B niestety nie zrozumiala tego. Az eksplodowalo w ustach Pani A "a daj mi swiety spokoj kobieto!". Eksplodowalo na tyle mocno, ze odlamki i w mezow A i B uderzyly.

Wnioskow na razie brak, dominuja zal i wstyd.



Rytualem Lwa przy podwieczorku jest czytanie "Mon quotidien" (gazety dla dzieci w wieku 10-14 lat). Tak, tak, czytania podczas jedzenia nie popieramy, ale... Pare dni temu natknal sie w nim na reportaz o karach cielesnych. Skomentowal krotko, ze wariactwem jest zabranianie klapsow, bo bez nich nie mozna dzieci wychowac.
Zamurowalo mnie. Po zlapaniu oddechu wyswietlil mi sie film z wszystkimi klapsami wymierzonymi moja wlasna reka (nie, nie bylo ich duzo, choc czy ma to znaczenie?). Potem samokrytyka, a jakze. I rozmowa. Troche zbyt szybka, zbyt krotka, z maluchami smigajacymi nam miedzy slowami. Musze do niej wrocic, bo ciagle siedzi we mnie ten jego komentarz i zrozumiec nie moge, dlaczego az tak kategorycznie sie wypowiedzial.


PM obdarowal Rekina biletami na koncert Sexion d'Assaut. Takiego wybuchu radosci i eksplozji szczescia jeszcze u niego nie widzialam! Zalal sie lzami i lkal mi w ramionach dobre kilkanascie minut! Czekanie do maja bedzie dla niego wiecznoscia!


Przeczytalam w koncu, a pare lat na mnie cierpliwie czekala, "Beloved" Toni Morrison. I oj tak, taka proze lubie. I temat, i styl, i wszystko. Z "Wsciekloscia i wrzaskiem" Faulknera mi sie skojarzyla, choc ta przeczytana juz wieki temu, ale pamietam dobrze te same drgania, te same emocje we mnie wzbudzila.