Za cztery dni jedziemy. Przystanek kilkudniowy w Alzacji, u K i W, by wycieczki do Niemiec urzadzac (by Lew z jezykiem sie osluchal). Dwa spotkania z fajnymi dziewczynami w grafik wcisnelam, z nadzieja, ze PM sie nie zbuntuje na miejscu (poki co pojecia zielonego o nich nie ma, jak i o reszcie planu, bo budowa i swoimi projektami zbyt zajety). W sobote troche energii sie we mnie rozbudzilo i nakupilam prezentow, czekoladowych glownie zreszta. Sukienka ksiezniczki dla P2, przez A uszyta, dotarla poczta. Wave dla P1 tez juz czeka - oby tylko sniegi stopnialy, by mialy chlopaki gdzie poszalec!
Gdyby tylko nie to zmeczenie...
Gdyby tylko nie to napiecie przez budowe wywolane... Dwoch zdan spokojnie ze soba wymienic juz nie potrafimy. A za cztery dni jedziemy.
Chlopcy zamowienia juz u babci na obiady skladaja: rosolek, rolady, kluski slaskie, kluski na parze, zupa grzybowa... A w miedzyczasie cola i chipsy za plecami naszymi im podawane. Niech im bedzie. Jedyny taki tydzien w roku w koncu maja.
Gdyby tylko nie to zmeczenie... Nawet myslec mi sie nie chce o tych godzinach w samochodzie przesiedzianych...
Slonca i ciszy najbardziej mi sie teraz chce. Slonca i ciszy.
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire