Odwiedziny A. Przegadane pol nocy. No lubie ja, bardzo lubie. Szkoda, ze daleko tak mieszka... W dodatku sobota tak piekna byla, sloneczna. Siedzialysmy w knajpce w porcie na piwie, po upolowaniu z trudem miejsca!, i chlonelysmy slonce, siebie, radosc ze spotkania. Port wypelniony ludzmi, zgielk malomiasteczkowy, smiechy, wieze w porcie takie jasne dzieki prazacemu sloncu. Drzewa owocowe cale w kwiatach, wszedzie zonkile, hiacynty, tulipany. I moj wozek zakupowy wypelniony serem bialym i ogorkami z "ruskiego" sklepu, pachnacy acras (przepysznymi!) kupionymi targu.
Czasem zastanawiam sie jak to mozliwe, ze przez cale dziecinstwo, dorastanie, bez przyjaciolki przeszlam. I dlaczego. Nie znajduje poki co odpowiedzi. Ale fakt, ze coraz bardziej doceniam kontakty z dziewczynami, dbam o nie, ba! szukam.
W niedziele kino z chlopakami, "Boule et Bill". Mniej smieszny, niz myslalam. Marina Foïs, ktora tak bardzo mi sie spodobala w "Polisse", zupelnie do komedii mi nie pasuje.
W zlobku historia o milosci maluchow do moich nalesnikow zyje juz swoim wlasnym zyciem. Smaze wiec je znowu, choc zaczynam miec dosyc. Nastepnej ekipy chyba juz nie bede tak rozpieszczac. Taaaaaaak...
A! Najwazniejsza wiadomosc: K i F sa w ciazy! Nareszcie! Sie bedzie dzialo...
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire