Wiosne zaczynam szumnie katarem wielkim i ogolnym rozbiciem. Deszcze, ktore pare razy w tym tygodniu zmoczyly mi glowe niespodziewanie, zrobily swoje niestety.
Do tego spotkanie z rodzicami-kandydatami wczoraj wieczorem, niezbyt sympatyczne. Bo za drogo, bo wakacje nie w tym samym czasie. Najlepiej, zebym dyspozycyjna byla 12 godzin na dobe, za symboliczne wynagrodzenie. Bobas trzy miesiace zaledwie miec bedzie, piecdziesiat godzin w tygodniu. Ok, nie musza sie ich popyt z moja podaza zgadzac, ale ich nastawienie, sposob prowadzenia rozmowy, zniesmaczyly mnie bardzo.
Do tego Antek, lat prawie trzy, skupil sie dzis na wyrazaniu swoich emocji zaplatanych placzem i krzykami, ot, takie niespodziewane wybuchy w srodku zabawy czy posilku, ciagnace sie przez kwadrans lub dluzej. A Antek do cichych dzieci nie nalezy niestety. No i nie wytrzymalam niestety, ryknelam. Rekin, przejety bardzo, sie poplakal. Ja mam kaca moralnego. A Antek zakonczyl sjeste duzo wczesniej niz zazwyczaj, kolejnymi krzykami oczywiscie. Dodatek za prace w szkodliwych warunkach poprosze! Albo godzine na silowni, zeby worek poboksowac.
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire