lundi 14 janvier 2013

W sobotnie popoludnie babskie posiedzenie herbatowo-galettowo-winkowe. Galette des rois wyszla mi pyszna (masa marcepanowa w srodku, a jakze!) i w dodatku ja znalazlam féve, ku zalosci dzieci.
Dobrze jest posiedziec z dziewczynami, pogadac o wszystkim i niczym, zaciesniac laczaca nas nic. Dlugie lata tego nie potrzebowalam. W szkole nigdy prawdziwej przyjaciolki nie mialam. Moze namiastke w podstawowej, w liceum juz na pewno nie. A teraz to sie zmienia. Potrzebuje, lubie, doceniam. I lagodnieje, kto wie, moze wlasnie dzieki temu.

Wczoraj zdjelam wszystkie dekoracje swiateczne. Zal choinki, jeszcze tak pieknie pachniala. Kilka pierniczkow w puszce jeszcze sie ostalo i ... po swietach, w koncu musze to powiedziec.

Wieczorem slyszelismy szczekanie psa. Nie przywiazalam wagi do tego. Rano, gdy Lew wychodzil do szkoly wyskoczyl na nas, szczeniak jeszcze. Przeszczesliwy, piszczal z radosci, skakal po nas. Przeszedl do naszego ogrodu z sasiedniego. Zagwozdka, ze w tamtejszym domu nikt od paru miesiecy nie mieszka. Musze sie temu dzis w ciagu dnia przyjrzec.



Aucun commentaire:

Enregistrer un commentaire