Postanowilam sie nie dac strachom i lachom i dalam sie namowic Arturowej na piknik na Wyspie. Obiekcje z rowerem oczywiscie zwiazane bo i kilometrow troche do przejechania, i przede wszystkim MOST! Tymczasem z palcem w nosie rade dalam. A potem obzarstwo, paplanie o pierdolach wiekszych i mniejszych, BADMINTON! Chlopcy o czesciej zgodnym chorem zawolali.
Lew niestety z bablami na ramionach i uszach, bo krem przeciwsloneczny nadal wrog nr 1. I to pomimo bardzo podraznionej skory po turnieju w srode. Jak grochem o sciane. Coraz czesciej i coraz mocniej.
Tylko PM ciagle na budowie.
Kochana, a lutnac Cie w ucho??? czemu nie szepnelas slowka o blogu?
RépondreSupprimerJa Ci kminku poszukam!!!
A zdjecie muli- raczej jego brak-niedopatrzenie;)
RépondreSupprimer