lundi 10 juin 2013



Czytam "Dobre dziecko" Romy Ligockiej i jak Anna Abrahamerowa sie czuje - tyle napisac bym chciala, a i czasu brak, i przede wszystkim jednak umiejetnosci ujecia w kilku slowach tego co przezywam, co we mnie i co wokol.
Dobrze mi sie czyta te "Intymne wyznania dziewczynki w czerwonym plaszczyku". Tak smutne, a jednak nadzieja przepelnione. Ze nie mozna zamknac drzwi, zapomniec. Ze nasze marzenia i checi tak niewiele nieraz znacza, a mimo to mozna probowac pieknie zyc. Ze trzeba walczyc o siebie zawsze.

Coraz bardziej sie pograzam w tamtych czasach. Dwudziestolecie miedzywojenne, wojna, lata piecdziesiate. Nie wiem, moze komfort swojego zycia chce przez to jeszcze bardziej poczuc. A moze wiem, ze nie mozna zapomniec.

W tym nurcie "Co dalej, szary czlowieku?" Hansa Fallady. Poczatkowo bez przekonania w ogole. Ale ze od Marii pozyczona, postanowilam dotrwac do konca. I nie wiedziec kiedy wsiaknelam w historie.

"Tak, kiedy Pinneberg siedzi całą godzinę w pociągu, czuje, jak gromadzą się w nim drzazgi, jedna za drugą, i powstaje z nich cały stos, i ten stos zajmuje się niezgorszym płomykiem wściekłości, nienawiści, rozgoryczenia. Ale to jeszcze nie ogień, to dopiero płomyk. I gdy tak stoi w kolejce do Urzędu Pracy, jeden z wielu w szarym jednostajnym tłumie, w którym tak wiele różnych twarzy, tak wiele różnych ubrań - a wszędzie ta sama troska, ten sam skurcz serca, to samo rozgoryczenie...
Ach, co za sens ma to wszystko?
I on jest wciągnięty w tryby tej machiny, jest jednym spośród sześciu milionów, razem z innymi tłoczy się do okienka. Czym się tu przejmować? Dziesiątkom tysięcy jest jeszcze gorzej, dziesiątki tysięcy nie mają takiej dzielnej żony, dziesiątki tysięcy mają nie jedno dziecko, ale pół tuzina - dalej człowieku nazwiskiem Pinneberg, bierz swoje pieniądze i zmykaj, naprawdę nie mamy czasu dla ciebie, nie jesteś kimś wyjątkowym, żebyśmy mieli zajmować się tobą."


Banalna historia o biedzie, o kazdym z nas. Na szczescie, po raz kolejny, z pieknem w tle.

  
Wczesniej "Effroyables jardins" Michela Quint. Pozyczona od Arturow i zachwalana przez nich bardzo. Nie zrobila na mnie jednak wiekszego wrazenia. Moze jeszcze kiedys film na jej podstawie zobacze. Klaun w niemieckim mundurze, probujacy rozweselic pilnowanych przez siebie zakladnikow - mimo wszystko, dla mnie to bardziej lekcewazenie ogromu wojny, niz pokazanie, ze i pod takimi mundurami ludzie byli... Byc moze zbyt przesiaknieta jestem "Kamieniami na szaniec", "Granica" i cala reszta...
Druga nowela w tej ksiazce bardziej mnie poruszyla. Jak bardzo zagmatwane ludzkie losy moga byc i jak, znowu!, historia kolo zatacza i nie daje nam uciec od siebie.

Troche w tym stylu "The Place Beyond the Pines". Zdecydowanie pierwsza czesc wole, choc Gosling jak z "Drive" zywcem wyciagniety (ok, tatuaze dorzucone i wlosy rozjasnione). Ale gdy sie usmiecha w koncu - jest na co popatrzec. Ray Liotta druga czesc uatrakcyjnia, choc tez kliszowo bardzo, bo policja, bo mafia... sprawdzony repertuar. Czesc trzecia - czym ma byc zemsta? I czy w ogole musi byc? Jak pogodzic sie z przeszloscia i oswoic ja na tyle, by moc dalej swobodnie zyc? Zabraklo mi czegos w tych dwoch ostatnich czesciach. Choc za opcja zaproponowana sie opowiadam jak najbardziej.



Aucun commentaire:

Enregistrer un commentaire