Deszcz. Cisza. Leniwy niedzielny poranek. Jeszcze w pizamie, jak nigdy. Ograniczylam sie do wyrzucenia resztek wczorajszej pizzy (serowej z orzechami, na ciescie troche przeslodzonym, bo robiac zaczyn sie zamyslilam troche i sypnelam hojnie cukru). Godzina 10.53, pojawia sie Lew.
- A gdzie pizza?
- Nie ma juz, wyrzucilam.
- OOOOO!!!!
Wielki foch w miejsce czesc mamusiu, jak sie masz, itp.
Nadal deszcz. Nadal cisza. Tylko leniwosc poranka gdzies uleciala.
Aucun commentaire:
Enregistrer un commentaire